Kiedys myślałam, że przyjaźń jest wieczna. Że jest nawet ważniejsza od miłości, bo miłość z czasem może się wypalić, skończyć albo zwyczajnie zmienić, a przyjaźń jest trwała, niezmienna, że nic i nikt jej nie zmieni. Tymczasem po raz kolejny okazało się, że jestem naiwną idiotką, bo ktoś, kogo uważałam za przyjaciela zwyczajnie ze mnie zrezygnował. Nowe życie i inne obowiązki? Tak. Brak czasu na wiele dawnych przyjemnośći? Tak.
Tylko w czym to przeszkadza?
Dowiedziałam się, że najlepiej jest pozbyć się wspomnień i zapomnieć. Wykreślić z pamięci i z życia. Tak, jakby mnie nigdy nie było. Jakby to, co razem przeszliśmy nie było warte zapamiętania. Jakby coś, co uważałam za przyjaźń, nie było warte pielęgnowania.
A nadzieję na jakąkolwiek szansę uratowania tego straciłam, gdy na stwierdzenie "tęsknię" usłyszałam "to lepiej nie tęsknij".
I nawet świadomość, że to nie ja się poddałam, nie pomaga.
Naiwna idiotka.
Homer w Odysei opisuje mit, który mówi, że bogini Kirke zamieniła towarzyszy Odyseusza w świnie.
Czyli, że skąd wzięło się powiedzenie "facet to świnia"?
SPRZED naszej ery...!
Osoby dramatu:
Ja
Ania
Ekspedientka (osoba raczej niema)
Scenka rodzajowa:
My dwie na zakupach.
Dialog:
Ja:Patrz jaka ładna! (czyt. bluzka)
A:No ładna..
Ja: No właśnie! ;]
A: Ale w groszki....
Ja: No i co z tego...?
A: Groszki to symbol kobiety samotnej...
Ja: A jebać! Pieprzony syndrom "Magdy M."
Ekspedientka: ;/
No i jednak ni kupiłam tej bluzki, no ;P